Connecticut

poleć serwis drukuj

Uroczyste obchody 40-lecia „Solidarności” w New Britain

09-03-2020

Z inicjatywy kilku...
Fot. Robert...
Fot. Robert...
Fot. Robert...
Fot. Robert...
Fot. Robert...

W niedzielę, 30 sierpnia, w kościele pod wezwaniem Świętego Krzyża w New Britain, CT z inicjatywy kilku byłych działaczy – współzałożycieli NSZZ „Solidarność”, którzy postanowili uczcić 40-lecie powstania Solidarności, odprawiona została uroczysta msza św.

Proboszcz parafii pw. Świętego Krzyża ks. Dariusz Gościniak z radością wyraził zgodę, informując jednocześnie o zachowaniu koniecznych środków ostrożności. Punktualnie o 11:30 am do świątyni został wprowadzony sztandar Solidarności i umieszony w stojaku z prawej strony ołtarza. Mszę celebrował ks. Gościniak w asyście ks. Edwarda Karwowskiego.

Już na samym początku nabożeństwa ksiądz celebrans witając zebranych przypomniał o obchodzonej rocznicy i podkreślił obecność kilku uczestników wydarzeń z tamtych lat. Na mszy św. obecni byli m.in.: Bogdan Byś reprezentujący region Podbeskidzie z siedzibą w Bielsko-Białej, Zbigniew Pałamar – region Śląski z siedzibą w Katowicach, Marian Czarnecki – Zielona Góra, Adam Urbańczyk – Śląsk, Kazimierz Szmigiel – Bielsko-Biała, Tadeusz Wojtoń – Sanok, Podkarpackie, Robert Iwanicki – Zachodniopomorskie, Szczecin.

W kazaniu ks. Darek Gościniak oznajmił, że miał wtedy zaledwie 16 lat, ale pamięta doskonale, z jakim napięciem, niepokojem, ale i nadzieją dzieloną z rodziną i znajomymi wiązał się tamten czas. Dodał, że także Kościół odegrał ogromną rolę, zwłaszcza po wizycie papieża Jana Pawła II i jego znamiennych słowach: „Niech wstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi – tej ziemi”. Przypomniał, że przy rodzących się związkach powołano również kapelanów „Solidarności”.

Parafianie nagrodzili kazanie księdza ogromnymi brawami. Na koniec mszy z chóru zabrzmiały organy i śpiew Renaty Krzyszczyk Kwaśnik, która wykonała piękną pieśń „Boże, coś Polskę”. Do śpiewu dołączyli zgromadzeni w świątyni wierni, około 160 osób.

Robert Iwanicki, opr. JLS


Moja przygoda z „Solidarnością”

Gdy wybuchły strajki robotnicze w Szczecinie i Gdańsku – mam na myśli stocznie A. Warskiego i Lenina – przebywałem na urlopie w centralnej Polsce. Mieszkałem wtedy w pięknym mieście portowym Szczecinie i informacja o strajku dotarła do mnie dość szybko, bo miałem tam rodzinę i znajomych. Decyzja o przerwaniu urlopu była natychmiastowa, wiedziałem, że muszę być z kolegami z pracy.

17 sierpnia 1980 r. dojechałem do miejsca pracy, którym było Przedsiębiorstwo Zmechanizowanych Robót Budownictwa Przemysłowego „Zachód” Odział 4 Szczecin. Powstawał komitet strajkowy i w głosowaniu podjęto decyzję o strajku okupacyjnym. Pierwszym postulatem było żądanie odwołania dyrektora oddziału i jego zastępców. Następnie zredagowano kilka postulatów dotyczących warunków socjalnych – podwyżek płacowych, wolnych sobót itp. Postanowiliśmy zgłosić naszą decyzję o strajku do prokuratury wojewódzkiej i milicji. Wytypowano delegację do stoczni szczecińskiej, aby zgłosić swój udział i wsparcie w ich żądaniach – postulatach. W ten sposób staliśmy się 104. zakładem, który podjął strajk okupacyjny w województwie szczecińskim. Łącznie, za kilka dni, już 150 zakładów przyjęło taką formę strajków, a następne 250 zgłosiło swój akces.

Mnie przypadła rola męża zaufania w nowym zarządzie zakładowym. Powstała straż zakładowa do pilnowania majątku, wszyscy mieliśmy opaski biało-czerwone, na bramie wjazdowej wywieszono dwie flagi. Zakład posiadał małą centralkę telefoniczną i kiedy zapadła decyzja, aby zawiadomić dyrektora naczelnego, ten zaszczyt przypadł mi, gdyż szukano kogoś, kto umie obsłużyć taki aparat. Pamiętam doskonale tę rozmowę. Dyrektor naczelny nazywał się Alexander Metner. Kiedy uzyskałem połączenie, oznajmiłem kim jestem, kogo reprezentuję, przedstawiłem sytuację i nasze żądania oraz zapytałem wprost: „Panie dyrektorze, czy jest pan z nami czy przeciw nam?”. Po drugiej stronie słuchawki zapadła grobowa cisza, więc ponowiłem pytanie. Po około minucie usłyszałem odpowiedź: „Proszę przekazać załodze, że jestem z wami”. Jak się później okazało, we wszystkich oddziałach tej firmy, które miały siedziby w Gorzowie Wielkopolskim, Polkowicach i we Wrocławiu dyrektorzy zostali odwołani, ale on jedyny został na stanowisku.

Strajk okupacyjny sielanką nie był, okropne warunki do spania, znajomi i rodziny donosiły żywność – bez ich pomocy zapewne nikt by nie wytrwał do 30 sierpnia, kiedy to zostało podpisane porozumienie ze stroną rządową w stoczni szczecińskiej. Warto było czekać na taki koniec, gdyż z czasem warunki pracy poprawiły się i zaczęto realizować nasze postulaty. Wybrany zostałem też delegatem na zjazdy-obrady, które miały miejsce we Wrocławiu, gdyż tam mieścił się zarząd główny. Męczące były te podróże ze względu na odległość, ale wiąże się z nimi wiele wspomnień. Wspominam zabawny epizod z jesieni 1981 r.: podczas sesji nasz oddział zgłosił postulat o likwidacji wynajmu helikoptera przez dyrekcję ze względu na ogromne koszty. Odpowiedź była taka: zrezygnujemy z wynajmu, gdy umowa już podpisana się skończy. Po dwóch dniach, kiedy nadszedł czas naszego powrotu do Szczecina, dyrektor Metner oświadczył: „Proponuję panom powrót helikopterem, co wy na to?”. Było nas czterech, koledzy stwierdzili, że skoro umowa jeszcze obowiązuje, to lecimy. Kiedy zawieziono nas na lotnisko, helikopter Mi2 był już uruchomiony przez mechanika, ale pilota jeszcze nie było. Po kilku minutach podjechał polonez i wysiadła z niego urodziwa pani w sztruksach i kozaczkach oraz kurtce pilotce. Gdy weszła do kabiny, jeden z kolegów oznajmił, że wysiada, bo kobieta za sterami tego radzieckiego wynalazku to zbyt niebezpieczne połączenie. Wtedy pani pilot oznajmiła: „Nazywam się Teresa Lis, mam wylatane kilka tysięcy godzin, możecie mi zaufać”. Usiadłem na fotelu obok niej, z zaciekawieniem przyglądałem się urządzeniom nawigacyjnym, gdyż będąc w wojsku pełniłem funkcję mechanika samolotu odrzutowego. Gdy zbliżaliśmy się już do Gorzowa Wielkopolskiego, zaczął padać gęsty śnieg. W takich warunkach pani pilot oznajmiła, że musimy lądować, drogą radiową zawiadomiła kontrolera lotów, a ci następnie dyrekcję oddziału naszej firmy, aby przysłali po nas samochód. Gdy helikopter osiadł na ziemi, zadałem tej dzielnej kobiecie pytanie: „Co by zrobiła, gdybyśmy kazali lecieć jej do Berlina?”. Uśmiechnęła się i powiedziała: „To bym poleciała z wami”. A przypomnę, że wtedy zdarzały się uprowadzenia samolotów właśnie do Berlina. Z Gorzowa dowieziono nas samochodem zakładowym do Szczecina. Czas szybko upływał i 13 grudnia WRON ogłosił stan wojenny. Po kilku latach marazmu, żalu do PRL, postanowiłem opuścić ojczyznę, emigrując do Grecji – co może opiszę przy innej okazji – i ostatecznie trafiając do Ameryki.

Robert Iwanicki

wróć

Fotorelacje

Dożynki w Polskim Centrum w Clearwater

W niedzielę, 20 września, Polonia z Clearwater i okolic spotkała się w Polskim Centrum im. Jana Pawła II na tradycyjnych dożynkach. Spotkanie rozpoczęło się od wprowadzenia na salę sztandaru Polskiego Centrum oraz wniesienia dożynkowych wieńców. Uroczystemu pochodowi towarzyszył śpiew tradycyjnych dożynkowych przyśpiewek ludowych. Na scenie, przyozdobionej dekoracjami z motywami ludowymi, zaprezentowany został program artystyczny. Goście mogli liczyć również na smaczny obiad. Fot. Archiwum PC

zobacz inne galerie

Galerie Video

Jasełka w Webster

Liturgiczny okres Bożego Narodzenia wieńczy Niedziela Chrztu Pańskiego. Uroczystość ta w bieżącym roku przypadła w niedzielę 10 stycznia. Uczniowie i nauczyciele Polskiej Szkoły Sobotniej przy parafii św. Józefa w Webster wybrali ten właśnie dzień na zaprezentowanie tradycyjnych polskich jasełek.

zobacz inne filmy

Kalendarium

Wrzesień
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
  01 02 03 04 05 06
07 08 09 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30        
Zobacz kalendarz

Realizacja: IdeoPowered by: CMS Edito

Wszelkie prawa zastrzeżone dla BiałyOrzeł24.com